Moje wystąpienie opieram na doświadczeniu wieloletniej pracy z osobami skrzywdzonymi w dzieciństwie przez duchownych, zdobytym w Inicjatywie Zranieni w Kościele oraz Fundacji Świętego Józefa KEP. Choć dotyczy ono przede wszystkim przemocy seksualnej w Kościele, wiele opisanych mechanizmów cierpienia, milczenia i poszukiwania pomocy jest uniwersalnych.
Opowiadam o tym świecie z perspektywy osób skrzywdzonych – ich potrzeb, lęków i oczekiwań. Nie istnieje jeden sposób przeżywania krzywdy, a każda z tych osób przeżywała to indywidualnie. Wystąpienie powstało również w oparciu o rozmowy z nimi, dlatego miejscami oddaję im głos. Odpowiedzi na pytanie „Jak być z osobą skrzywdzoną?” szukam w trzech perspektywach: słuchania, słów i postawy. Bo ze słuchania rodzą się adekwatne słowa, a z nich – konkretna postawa.
Słuchanie
Najczęściej od osób skrzywdzonych słyszałam dwa zdania: „Dziękuję, że pani mnie wysłuchała.” „Dziękuję, że pani mi wierzy”. Żeby wysłuchać, trzeba się spotkać. A żeby się spotkać – trzeba nie bać się historii, które burzą nasze wyobrażenia o rodzinie, Kościele czy wspólnocie. Osoby skrzywdzone nie potrzebują jedynie opowiedzieć swojej historii. Potrzebują zostać usłyszane, uznane w swoim cierpieniu oraz odzyskać poczucie własnej wartości poprzez relację z drugim człowiekiem. Potrzebują usłyszeć, że nie ponoszą winy.
Słuchanie odbywa się tylko poprzez osobiste spotkanie konkretnej osoby. Jeden z biskupów powiedział po spotkaniu z osobą skrzywdzoną: „Moje rozumienie krzywdy wzrosło po rozmowie ze skrzywdzonym”. Z kolei osoba skrzywdzona stwierdziła, „że każdy ksiądz powinien mieć możliwość poznania i zrozumienia osoby skrzywdzonej”. Takie spotkania mają moc przemiany – krzywda przestaje być abstrakcyjnym problemem, a staje się historią konkretnego człowieka. Bo cierpienie jest konkretne i ma konkretną twarz. Osobiste spotkanie osób skrzywdzonych jest niezbędne, byśmy również umieli adekwatnie zaadresować dla nich pomoc w odpowiedzi na konkretne potrzeby.
Czasami największą pomocą okazuje się po prostu obecność i wysłuchanie. Na początku wydawało mi się, że to „tylko” słuchanie. Czasami osoby tylko tego oczekiwały. By ktoś je wysłuchał „całym sobą” i dostrzegł w nich ich cierpienia, a nie „problem do rozwiązania”. Osoba skrzywdzona powiedziała: „To, czego oczekuję od przyjaciela, to że nie uważa, że zawsze musi coś powiedzieć. Słuchanie ma tak wielką moc!”.
Słowa
Drugie zdanie, które słyszałam bardzo często, brzmiało: „Dziękuję, że pani mi wierzy”. Dlaczego tak trudno uwierzyć osobom skrzywdzonym? Bo trzeba uwierzyć w coś, co często nie mieści się w naszej wyobraźni. Osoby skrzywdzone nie „przypominają sobie” po latach przemocy – noszą ją w sobie przez całe życie, próbując jedynie znaleźć sposób, by z nią przetrwać. Uczą się funkcjonować z cierpieniem, stosują różne strategie przetrwania, minimalizują ból, wypierają doświadczenie.
Jedna z osób powiedziała: „Potrzebuję bezwarunkowej akceptacji bez tekstów typu: «Czemu dopiero teraz?»” Inna napisała: „Pierwszy raz po 25 latach usłyszałam z ust Kościoła, kto jest winny. Ja się poczułam jakby mi ktoś zdjął ogromny ciężar z pleców, nie muszę już o tym myśleć, a tak naprawdę czekałam na taką reakcję i decyzję 25 lat”.
Osoba skrzywdzona obwinia samą siebie za to co się stało. Branie winy na siebie jest jedną z prób radzenia sobie z cierpieniem. Dlatego oprócz słów „wierzę ci”, ważne jest, by osoba usłyszała, że to nie była twoja wina. Za przemoc zawsze odpowiada sprawca.
Znaczenie ma również język. Staram się unikać określenia „ofiara”, ponieważ odbiera ono sprawczość i utrwala bierność. Wolę mówić „osoba skrzywdzona”. Powinniśmy nazywać rzeczy po imieniu, bez eufemizmów, ale równocześnie używać języka, który nie dokrzywdza. Jedna z osób powiedziała: „Ważne jest, że osoba, która nam towarzyszy, nazywa rzeczy po imieniu: «to nie było normalne», «to była przemoc»”.
Ważne też jest by używać słów wrażliwej komunikacji. Osoba skrzywdzona mówi „Ja doceniam te wszystkie słowa o modlitwie i trosce, ale … czemu w tych listach nie pada jedno proste pytanie, które nasuwa się każdemu – co możemy dla pani zrobić?”.
Osoby skrzywdzone przychodzą przede wszystkim po prawdę i sprawiedliwość. Bardzo często zgłaszają swoją historię po to, aby sprawca nie skrzywdził kolejnych osób.
Słowa mają znaczenie nie tylko w kontakcie indywidualnym, ale również w przestrzeni publicznej. Osoby, które wysłuchały świadectw skrzywdzonych, powinny stawać się rzecznikami ich doświadczeń i pomagać społeczeństwu lepiej rozumieć traumę przemocy.
Postawa
Najważniejszym zadaniem jest stworzenie przestrzeni zaufania – takiej obecności, która nie ocenia i pozwala osobie skrzywdzonej mówić we własnym tempie. Jak napisała jedna z osób: „Potrzebuję osoby, która nie pomniejsza gniewu, nie zatrzymuje złości, podaje chusteczki.” Towarzyszenie powinno prowadzić do odzyskiwania przez osobę skrzywdzoną sprawczości. Nie chodzi o to, aby doświadczenie przemocy stało się jej jedyną tożsamością. Jak ujęła to jedna z rozmówczyń: „Głównym celem towarzyszenia osobie skrzywdzonej jest bycie z nią tam, gdzie jest i wsparcie w dojściu do momentu w życiu, kiedy przestanie się definiować jako osoba skrzywdzona. Osoba jako istota znaczy tak wiele, że nie można pozwolić jej na definiowanie się jedynie przez krzywdę, chyba że to chwilowy czas potrzebny do przejścia do kolejnego etapu”. Osoby skrzywdzone nie powinny być wyłącznie odbiorcami pomocy. Powinny być partnerami w tworzeniu systemów wsparcia i działań prewencyjnych.
Na zakończenie chciałabym przywołać słowa, które pokazują, czym jest prawdziwa relacja: „Dziękuję, że dla Ciebie nigdy nie byłam tylko osobą skrzywdzoną… Jest to dla mnie tak uwalniające i ważne, że mamy wspólne tematy, poza tym, o czym wiemy. Dziękuję więc, że widzisz we mnie osobę, z którą możesz porozmawiać o wielu różnych sprawach”.
Spotkania z osobami skrzywdzonymi powinny przemieniać również nas – czyniąc nas bardziej uważnymi i wrażliwymi. Oznacza także nieograniczanie się w działaniu do udzielenia pomocy osobom skrzywdzonym, ale wejście we współpracę z nimi, w przekonaniu, że albo wyjdziemy z tego kryzysu razem ze skrzywdzonymi, albo z niego nie wyjdziemy. Dlatego chciałabym podziękować wszystkim osobom, które podzieliły się ze mną swoimi historiami i obdarzyły mnie zaufaniem. To wielki dar, ale także zobowiązanie.
O autorce:
Marta Titaniec – działaczka społeczna, współtwórczyni inicjatywy „Zranieni w Kościele”, zaangażowana w działania na rzecz wsparcia osób skrzywdzonych przemocą seksualną obraz budowania systemowych rozwiązań na rzecz ochrony dzieci i młodzieży.
Link do nagrania: https://www.youtube.com/watch?v=EUbf7ZMEHTQ&t=1s



